środa, 9 października 2013

Kiełbasiany Rycerz herbu Bułka...

A Tobie ile razy zdarzyło się zostać takim zacnym herbowym?

Nie spytam, czy wiesz jak to jest, bo każdy z rekonstrukcji tego doświadczył.

Jest skwar, pot z człeka leje się niemiłosiernie, pomstujesz na owce, które miast lnu ubzdurały sobie wełnę na swych grzbietach, a obecnie w postaci żupana na Twoich plecach. Odstawiłeś pokaz w miejscowości, której nazwa musi się koniecznie składać z dwóch członów. Koniecznie. Nie ważne jak brzmi pierwszy, bo drugi to najczęściej "Dolne", "Górne", "Szlacheckie" i "Zdrój".

Zostałeś bardziej wymęczony niż piosenka "Hej Sokoły" na przaśnej i zakrapianej biesiadzie. Warto jednak było, bo dałeś z siebie wszystko, publika szalała! Podchodzi do Ciebie dumny organizator, wszak to on znalazł tak utalentowaną ekipę, z która jakoś przez pół dnia nie mógł się zdzwonić Następnie klepie po grzbiecie jak starego kompana i mówi, że zasłużyłeś ze swoja grupą na nagrodę.

Nagrodą jest kiełbasa z bułką, suto okraszona musztarda lub keczupem. Jeżeli przewinęli się strażacy, to masz gwarantowaną grochówkę. Gorące, tłuste i pyszne, tak jak lubisz w takim stanie, prawda?

A, byłbym zapomniał… Zapłata? Przecież to jest zapłata, o co Ci chodzi, Panie Rycerzu?

Gratuluję stary, gminna Pani Jeziora mianowała Cię Rycerzem Kiełbasy herbu Bułka, wręczając Excalibur wśród wytworów polskich masarni. Jak byłeś na Śląsku to dostaniesz kiełbasę krakowską, jak w Krakowie to śląską, jak w Toruniu to bydgoską, etc. Żebyś się poczuł jak „za granico”. Województwa.

Dlaczego jesteś kiełbasiano-bułczanym rycerzem?


Smutna historia, którą przeczytałeś i możliwe, że przeżyłeś nie bierze się znikąd. Jest kilka powodów, które sprawiają, że zamieniasz się w przedstawiciela starożytnej kasty Kiełbasy, Bułki, Bigosu, Grochówki i innych.

Rekonstruktor w poszukiwaniu największego ze skarbów...
Ogólnie możliwości są dwie. Może być, że organizator kpi z Ciebie i twej grupy, nie szanuje ludzkiej pracy i chce wszystko zrobić tanim kosztem w myśl zasady polskiego kapitalizmu, że "zarabia się NA ludziach, a nie DZIĘKI nim" albo... Ty i twoja grupa pokazujecie coś, za co nie warto dać więcej niźli poklepanie po karku i jedzenie.

Wstrzymaj wodze oburzenia, dzielny rycerski szlachecki woju, bowiem jak chwilę pomyślisz, to wyjdzie na to, że nie raz sami sobie jesteśmy winni. Mnie tez bolało zanim spojrzałem krytycznie na siebie.

Przejdziemy jednak do tego o co mi dokładniej chodzi.

Święto gminy? Hm, ostatnio oglądałem "Krzyżaków" i...


Pan Józio należy do Rady Gminy i dowiedział się, że trzeba zorganizować gminny festyn, aby zmęczony lud się cieszył, a słup poparcia rosły dojrzale oraz obficie. Klasyka: tańce, hulanki, swawole, ale wypada się wykazać inwencją twórczą i zrobić coś więcej. Tylko co?

Z pomocą przychodzi twórcze myślenie oraz kojarzenie faktów, coś czym prawdziwy Radny słynie w okolicy! I tak zrządzeniem losu TVP zaserwowało powtórkę "Krzyżaków" czy innego "Ogniem i mieczem", które zdarzyło się obejrzeć Panu Józiowi przy niedzielnym obiedzie. I doznał olśnienia!

Sprosimy Panów Rycerzy.

Akurat dwa lata temu stworzono "herb" dla gminy - cześć i chwała dla Pani Plastyczki ze Świetlicy - więc będzie pasowało jak ulał. Uświetni Festyn i podkreśli przywiązanie do historii, która na dobre zaczyna się w XIX wieku, ale to już kawał czasu.

Panowie Rycerze przybędą, zrobią cokolwiek, a ludziom się spodoba. Pobiją się, poopowiadają, potańczą, a my co? Damy coś do jedzenia za fatygę, przecież to dla gminy, to charytatywnie, od Was dla Nas i w ogóle misja dziejowa Ruchu Rycerskiego.

"Wiesław, czyli mroki średniowiecza" pokazuje jak na festynach
organizatorzy robią doskonały multiperiod.

Szczęściem przewidziany jest grill podczas Festynu, to się im zarzuci po kiełbasce i bułce, dogadamy się jakoś z cateringiem. A jak nie... O, następuje natężenie geniusz, szwagier jest w Ochotniczej Straży Pożarnej! I tak strażacy muszą być, więc poprosimy o grochówkę lub bigos. A Panowie Rycerze stojąc w kolejce po swoją porcję zintegrują się z ludnością, tym samym jeszcze więcej uciechy dając.

Z pomocy Koła Gospodyń Wiejskich nie skorzystamy, żona Pana Radnego ma na pieńku z jedną z "prezesek".

Ironia? Prześmiewcze? Przesadzam? Oczywiście, ale jednak coś na rzeczy jest. Nie ma co kryć, że na wszelkiej maści wydarzeniach "gminnych" rekonstruktorzy są tylko jakimś tam fragmentem z serwowanych atrakcji. Dla wielu ludzi radocha z obcowania z nimi jest porównywalna do występu "folkowego" zespołu, piwa pod parasolkami, waty cukrowej i strzelania z wiatrówki. Nie ma się co dziwić, nie każdego musi kręcić rekonstrukcja dawnych wieków. Pomijam tutaj imprezy w stylu "spotkania z historią".

Komiks "Przygody Hanki Markietanki"
idealnie obrazuje znaną sytuację.
Niestety najgorsze jest to, że wykonanie takiej "fatygi" wielu z nas kosztuje. Już pomijam fakt wydania dużej sumy pieniędzy na nasze sprzęty wszelkiej maści, bo to hobby, a obszywamy się dla siebie, nie dla festynów. Jednak sam dojazd na miejsce to już wydatek, transport tego wszystkiego, zużycie sprzętu w przypadku pokazu, a także... czas! Przecież mamy inne zajęcia i w danym momencie możemy robić tysiąc ciekawszych spraw.

Niestety, jak trafi się ktoś nieuczciwy, to o braku zapłaty powie nam na miejscu i rzuci co najwyżej zwrot za dojazd i jedzenie. Jeżeli trafi się nieuczciwy oraz cwany, to zauważy, ze przecież "umowy nie było" i o pieniądzach tym bardziej nic nie wspominał. A jak zetkniemy się z patologią, czyli organizatorem nieuczciwym i bezczelnym, to dowiemy się, ze "to przecież dla dzieci" lub "charytatywnie". Przy czym oczywiście nie ma nic przeciwko działaniom charytatywnym, bo nie raz braliśmy w takich udział i brać będziemy.

Takich ludzi można tylko omijać szerokim łukiem, a przy każdej "prośbie" od razu ustalać kwotę zwrotu, oczekiwania, etc. Po prostu: biznes.

Czasem ktoś inny tutaj przegina...

Co gmina będzie z tego miała? No... popatrzy sobie na nas!


Nie raz zdarza się, że to wina rekonstruktorów, którzy uważają, że za sam fakt patrzenia na nich należy im się nie wiadomo jakie wynagrodzenie. A ich święte oburzenie jest większe niźli ego oraz niechęć do stworzenia czegoś więcej.

Żeby było jasne, należy nam się wszystkim szacunek za to co robimy, ten czas, który poświęcamy rekonstrukcji. Wiedza, która jest okupiona długimi poszukiwaniami, a nieraz wydatkami, gdy okazuje się, że trzeba coś zrobić odnowa, bo nie tak, bo inaczej, bo nie wiedziałem, itp.

Warto się zastanowić czy uczestniczymy w danej imprezie
dla zebranych ludzi, czy też raczej dla samego siebie.
Ale kiedy rekonstruktorzy siadają sobie w gronie, wytężają umysły na zasadzie: "Jakby tu sobie skubnąć kaskę z gminy, a najlepiej nic nie robiąc..." to cóż - wypada się wstydzić, prawda?

Lub zbierają się i stwierdzają, że "zrobimy potyczkę, powalczymy sobie, ludzie popatrzą, a potem pójdziemy do obozu i popijemy" w zamian za co gmina ma nam dać jeść, miejsce, słomę i w ogóle kochać, szanować, podziwiać. Wszak ludzie nas widzą!

Wybacz stary, ale popatrzeć na potyczkę mogą na każdym festiwalu gdzie zaczną latać sztachety, a do tego będzie więcej akcji oraz bardziej interaktywnie. I nikt publiki nie wyśmieje, gdy ktoś z niej spyta o rzecz dla rekonstruktora oczywistą. Pewnie, złości nas, że ludzie tak mało wiedzą o dawnych wiekach, ale z drugiej strony... Czy muszą koniecznie? To jednak temat na osobna notkę.

Zatem opisywane myślenie rekonstruktorów jest egoistyczne i niewiele, jak dla mnie, różni się od nieuczciwego organizatora. Na szczęście jest ono coraz rzadsze. Zresztą sami rekonstruktorzy to grupy ludzi, którzy z radością przekazują wiedzę i innym. Wszak to część naszego hobby, prawda?

Nie kosztuje przecież wiele zrobienie ciekawego pokazu, interaktywnego obozu gdzie ludzie mogą spojrzeć na wszelkie sprzęty. Fajnego, naprawdę dobrze poprowadzonego wykładu, który wraz z rekwizytami pogłębi wiedzę innych, a kto wie - zainteresuje temat jeszcze mocniej? A może gra terenowa, LARP, nauka szermierki, strzelectwa, Lekcje Żywej Historii w szkoła? Dla obu stron może to być świetną zabawą, ludzie tez docenią fakt, że się staramy i nie robimy wszystkiego po łebkach.

Stara zasada, że za uczciwą pracę należy się takież wynagrodzenie. Zatem pilnujmy organizatorów, pilnujmy siebie i szanujmy nawzajem z publiką tak aby rola Rycerza Kiełbasy herbu Bułka trafiała się nam jak najrzadziej! 




2 komentarze:

  1. Nie mogę komentować, liczę ile razy mi się to zdarzyło. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O ile zdarzenia opisywane w pierwszej części nigdy mi się nie przytrafiły, to te z ostatniego akapitu - zaskakująco często...

    OdpowiedzUsuń